O relacjach polsko-niemieckich

Lüneburg to 70-tysięczne miasto hanzeatyckie będące częścią metropolii Hamburga. Ma własny uniwersytet, tysiącletnią historię praw miejskich, i grupę aktywistów praw człowieka i praw kobiet, którzy poruszeni doniesieniami o tym co się dzieje w Polsce, chcieli się czegoś więcej dowiedzieć na ten temat. Działająca w ekipie Annika zaprosiła mnie więc żebym im o tym opowiedziała.

Tak więc po pięciu godzinach jazdy wylądowaliśmy w ich lokalu. Średniej wielkości salka pęka w szwach.
Z konieczności prezentacja, którą przygotowałam, była bardzo skrótowa, bo przecież tego co wyrabia od dwóch lat PiS jest tyle, że nie wystarczyłoby całej nocy żeby to wszystko opowiedzieć.
Na początek pokazałam zdjęcie Pałacu Kultury i megafonu leżącego na pokrytym sadzą chodniku. „19 Października w centrum Warszawy podpalił się człowiek…”
Cytuję 15 protestów Szarego Człowieka, przełożone na angielski, pokazując zarazem fotki. „Protestuję przeciw ośmieszaniu Polski na arenie międzynarodowej” – Duda, jego uśmiech i kciuki w górę nad głowami Macrona i Merkel… „Protestuję przeciw dzieleniu narodu”, Prezes na drabince na Krakowskim Przedmieściu. „Protestuję przeciw obsadzaniu wszystkich możliwych stanowisk swoimi bez kwalifikacji”: Misiewicz… Kaczyński sterujący z tylnego siedzenia, harvestery w Puszczy, Lech Wałęsa, paski w TVP info… „Kocham wolność ponad wszystko”: zdjęcie Piotra Szczęsnego – „Obudźcie się!”

Tłumaczę młodym Niemcom, co to jest miesięcznica smoleńska, Puszcza Białowieska (i bezprecedensowe zignorowanie wyroku Trybunału UE); dodaję swoje punkty – szykanowanie Jurka Owsiaka i WOŚP, transferowanie kasy do Rydzyka pod przykrywką zamówień publicznych, wspieranie ONRu, MW i ich marszy „niepodległości”… Fotki z hajlującymi faszystami wywołują poruszenie na sali.

Na następnym slajdzie „Dwa lata wcześniej” – słupki z wyników wyborów. Jak 5,7 miliona głosów w 38-milionowym kraju zamieniło się w samodzielne rządy. Pierwsze ustawy przyjęte po nocach – Trybunał, media, inwigilacja, służba publiczna – pokazujące o co im chodzi: o maksimum władzy. Protesty, które zaczęły się praktycznie od razu – na fotkach flagi KOD, setki tysięcy maszerujące w Warszawie w maju 2016.
Prośbą organizatorów było szczególne uwzględnienie praw i protestów kobiet. Żeby nakreślić sytuację, muszę cofnąć się w czasie do 1989, upadku komuny, „kompromisu” z 1993 roku. Na zdjęciu Duda ściskający się z Dziwiszem. „W Polsce rozdział kościoła i państwa nigdy właściwie nie funkcjonował. Jedyny rząd, który nie był prawicowo-konserwatywny, układał się klerem, żeby kościół nie zblokował akcesji do UE”.
„Za poprzednich kadencji przeciwnicy aborcji regularnie składali do parlamentu swoje projekty, ale teraz dopiero kościół oczekiwał że przejdą, jako spłata długu z kampanii wyborczej” – na fotce przepełniona miłością, anielsko uśmiechnięta Kaja Godek z roześmianym synkiem z Zespołem Downa na kolanach. Najwyraźniej jest szczęśliwa i chce się z innymi podzielić swoim szczęściem, a niewdzięcznice które nie chcą tego docenić, w swej macierzyńskiej trosce i miłosierdziu wysyłałaby na dwa lata do paki. Prezes i jego słynne zdanie, że on chce, by rodziły się nawet te dzieci, które wkrótce mają umrzeć, żeby mogły być ochrzczone…
Następne fotki – wieszaki, czarne parasolki, tłumy w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, ale też małe grupy w Tarnobrzegu, Puławach, Cieszynie… Pierwszy raz w tak małych miejscowościach. Mapa Polski, upstrzona czarnymi kropkami. Potem słynny wpis Pawłowicz – „Episkopat pozwolił nam głosować przeciw, bo nie chcą, żeby kobiety szły do więzienia”… Ugłaskiwanie kleru i prolajferów, Szydło na tle ścianki ustawy „Za życiem” z roześmianymi dziećmi, znów z Zespołem Downa…
– Powiem wam, jako matka dziecka specjalnej troski – pozwalam sobie w tym miejscu na personalną dygresję – że poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Żadne pieniądze, nawet gdyby te śmieszne 4 tysiące były co miesiąc, a nie jednorazowo, nie są w stanie kupić ulgi od tego ciężaru odpowiedzialności. Od tego strachu, co będzie z moim dzieckiem, kiedy mnie już zabraknie.  –

Opowiadam też o klauzuli sumienia, o odsyłaniu pacjentek kwalifikujących się do terminacji, tak by jej finalnie nie zrobić, o utrudnianiu dostępu do antykoncepcji, o Radziwille który by takowej nie przepisał zgwałconej 12-latce… o karalności sterylizacji, o „adwokacie dziecka poczętego”, o zmianie edukacji seksualnej na wykład prawd wiary, o zabieraniu finansowania na in vitro i schronisk dla ofiar przemocy domowej, o pomysłach na wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej, o reklamie z królikami… o tym, że Ordo Iuris, otwarcie przyznając, że chcą jak najwięcej wyroków skazujących, wysyła do prokuratury instrukcję, jak z paragrafu o zakazie pomocy w aborcji wsadzać do więzienia na trzy lata za organizację wyjazdów za granicę, za podanie telefonu do lekarza, lub za zawiezienie kobiety swoim samochodem na zabieg lub pożyczenie jej pieniędzy…

Rok 2017 i „powtórka z rozrywki” – staruszki i nastolatki trzymają plakat z Hitlerem. Ich nowy termin „aborcja eugeniczna”. Młodzi Niemcy znający zbrodnie eugeniczne z historii własnego kraju, doskonale wiedzą, o co chodzi w tej socjotechnice. A na innym zdjęciu czarno ubrane kobiety zbierające podpisy, logo z wieszakiem… „Zobaczymy jak Sejm zareaguje na te projekty ustaw, i jak się potoczy sprawa wniosku posłów PiS do Trybunału Konstytucyjnego, o uznanie możliwości terminacji ciąży za niezgodne z konstytucyjnym prawem do życia”. – „No tak – odpowiada ktoś z sali – wtedy mogą powiedzieć, że oni nie wprowadzili żadnego nowego prawa, że to konstytucja, której tak broniliście…”

W tym momencie zerkam na zegarek – mówię już godzinę i 15 minut. Nikt nie wyszedł, wszyscy skupieni, na twarzach szok i niedowierzanie. Pokazuję zdjęcie naszej Danusi Sobczak-Domańskiej i opowiadam jak policja nazwała ją lewacką szmatą i pobiła. Jak czternaście kobiet zatrzymało marsz faszystów, za co zapłaciły poturbowaniem, spalonymi od racy włosami, wyzwiskami, „zajeb tę ku*wę”, „spalić tę ku*wę”, „jakie one są brzydkie” – z rąk i ust tych, co nieśli napis „my chcemy Boga”. O ludziach wyniesionych z kontrmiesięcznicy, którzy dostają mandaty na pięć stów za “zakłócanie”. O dziewczynach z Greenpeace, którym, jak gangsterom, na komisariacie grzebano w waginach i odbytach, „czy tam nie mają schowanych żyletek”… Dodaję też, że z policją mieliśmy dobre doświadczenia, że zapewne pracują tam różni ludzie, że zachęta do zła idzie z samej góry…

Po prezentacji rozmowa. Słuchacze dopytują o szczegóły, o pokrewne tematy, o sytuację LGBT, o możliwy Polexit, o perspektywy na przyszłość. Ale przede wszystkim pytają, jak możemy wam pomóc? Może zebrać kasę na schroniska? Może zrobić międzynarodową konferencję, wymienić doświadczenia? – „Tak szczerze to nie jestem pewna, co by było najlepsze. Każde takie działanie jest narażone na krytykę, że oto „Niemcy chcą znów rządzić Polską”, jak to oni komentują każdą interwencję EU w naszej sprawie. Ale może z drugiej strony, los tej chociaż jednej osoby, która dzięki pomocy byłaby w stanie uciec przed przemocą, jest wart by podjąć to ryzyko…?
„A kiedy będą następne wybory?” pyta jasnowłosy chłopak, a ja mu mówię, że za dwa lata, ale przy obecnych manipulacjach przy Sądzie Najwyższym, ordynacji, trybunale – nie wiadomo, czy one nie będą tylko formalnością…
W mojej pamięci: nienawistne paski i komentarze w rządowizji, propagandę na temat Niemców, „reparacje”, epatowanie wojną, kotwice, kibolskie napisy. Profesor pobity w warszawskim tramwaju, bo rozmawiał ze znajomym po niemiecku. Turyści pobici w Łodzi na Piotrkowskiej, bo rozmawiali po niemiecku. Na tym tle ten obraz – Polacy i Niemcy siedzący na jednej sali i razem się martwiący, co tu zrobić żeby w Polsce było lepiej, wydaje się wręcz surrealistyczny…

Jestem zmęczona. Nie pięcioma godzinami jazdy w deszczu, nie dwoma godzinami mówienia, ale tym ogromem zła, o którym opowiedziałam właśnie tym młodym, wrażliwym ludziom. Poczuciem bezradności.
Z jednej strony, to zainteresowanie i zaangażowanie ludzi z innego kraju w to, co się dzieje w tym naszym grajdołku, bardzo podnosi na duchu; to jak taka kartka z wolnego świata, wysłana do więzienia…
Z drugiej, nie zmienia to faktu, że pręty w oknach naszej celi coraz bardziej się zacieśniają.

Wspaniałe jest to, że takie spotkanie było możliwe. Bez paszportu i wizy, bez kontroli na granicy, bez opłat za roaming. Bez wypominania Krzyżaków, zaborów, obozów, Pancernych, Szarika, kamieni rzucanych na szaniec. Jest to możliwe dzięki kilku dekadom pracy nad tym, by patrzeć w przyszłość a nie wstecz, by szukać tego co nas łączy a nie co dzieli, by ponad etnosem widzieć w sobie nawzajem przede wszystkim człowieczeństwo. Taka praca jest jak Puszcza Białowieska. Rośnie przez dziesięciolecia, a wyrąbać można w jedno lato, jak się minister uprze.

Na autostradzie w drodze powrotnej tankujemy, kupujemy fajki, uśmiechnięta kasjerka na tankszteli robi nam kawę. Nasza wspólna, ludzka, przyjazna Europa. Europa przed pierwszą wojną podobno też była fajnym miejscem. “Piękna epoka”, w którą wmaszerowały zwarte szeregi brunatnych koszul. Takie same jak te, które dwa tygodnie wcześniej tysiącami przemaszerowały przez Warszawę.
Obyśmy wyciągnęli wnioski na czas.

 

 

 


Zdjęcie u góry: Lüneburg, za wikimedia.org
Zdjęcie w tekście: własne autorki.

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT