Subiektywna relacja z pierwszego krajowego zjazdu delegatów KOD 27-28.05 2017

Istotnym preludium do długo oczekiwanego zjazdu w Toruniu były wszystkie regionalne walne zebrania wyborcze, na których oprócz regionalnych organów wybierani byli w każdym regionie delegaci. Po zakończeniu walnych spotykaliśmy się wirtualnie na grupie Facebookowej utworzonej wyłącznie dla delegatów. Mało która grupa tak mnie pozytywnie zaskoczyła, merytoryczne dyskusje i nawet kłótnie prowadzone w bardzo kulturalny sposób, dały mi nadzieję na to, że grono delegatów tworzą rozsądni ludzie, mocno zaangażowani ale również mocno stąpający po ziemi.

Chwilę po przyjeździe, w piątek wieczorem na toruńskim rynku, zaraz obok pomnika Kopernika witaliśmy nadjeżdżające grupy delegatów – wybrzmiewały okrzyki:  Pomorze! Śląsk! Małopolska! Ci, co się znali, witali się bardzo serdecznie, a reszta przyglądała się sobie nawzajem próbując zgadywać  personalia po facebookowych profilach (najtrudniej poznać osobników z kwiatkami albo kotkami w profilówce 🙂 ). Wśród przybyłych nie było podziałów, nie było kłótni, nie było usilnego przekonywania – były szczere rozmowy, wymiana doświadczeń i pytania o kandydatów z ich regionów, to były ostatnie chwile (poprzedzone oczywiście „wymęczeniem” kandydatów w Internecie), żeby porozmawiać z  każdym kandydatem „twarzą w twarz”. Ja również skorzystałem i poznałem osobiście kilku kandydatów, których typowałem do swojego składu ZG, poznałem też kandydatów do Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej. Panujący chłód i porywisty wiatr nie przeszkodziły poczekać nam na ostatnich przyjeżdżających.

Rano na śniadaniu poważne miny, wszyscy czekamy, to już dzisiaj! Spacerek do Sali Kongresowej zajął chwilę, potem rejestracja, każdy dostał identyfikator z imieniem i nazwiskiem, opaskę identyfikacyjną  na rękę oraz przypominające krótkofalówkę urządzenie do elektronicznego głosowania. W torbie była jeszcze mapa Torunia i wielki piernik z okolicznościowym napisem. Na wejściu do sali czekała bardzo profesjonalna ekipa odpowiedzialna za zabezpieczenie imprezy – wpuszczała wyłącznie po okazaniu identyfikatora oraz opaski na rękę. Weszliśmy, napięcie wisiało w powietrzu, na salę po wejściu delegatów wpuszczono również kandydatów nie będących delegatami, przy wejściu grupka osób „na szybko” wypełniała deklaracje dla kandydatów żeby móc wejść, mieli przygotowane kartki z wydrukowanymi dużymi literami  danymi – zapowiadało się niezłe przedstawienie. Na sali, której nowoczesna architektura była mocno przytłaczająca, panował ascetyzm – stół prezydialny – szkolna ławka bez tkaniny, obok czarna felga z dospawanymi uchwytami i w nich trzy flagi – polska, unijna i KODu. Widownia jak w teatrze – przy wychodzeniu z rzędów trzeba było się mocno przepychać.

Zaczynamy, obrady otworzył Radomir Szumełda (nie kandydował do żadnej funkcji) w imieniu zarządu witając delegatów i proponując przyjęcie przez aklamację tekstu dotyczącego 4 czerwca – otrzymał burzliwe oklaski większości zgromadzonych. Rozglądam się po sali, są dwie czy trzy grupki które nie uśmiechają się jak reszta, część z nich widząc mnie lub nazwisko na moim identyfikatorze robi dziwne miny – podział istnieje, ale nie byłem świadomy jak nieliczna to jest grupa, w Internecie wygląda to na ogromną rzeszę ludzi, w realu brak oklasków z ich strony był nieodczuwalny. Mateusz siedzi mocno podminowany – nie wpuszczono KOD media – otrzymali akredytację od momentu ogłoszenia głosowania na przewodniczącego – dopiero w okolicach godziny 15:00.

Jeden z pierwszych punktów porządku – wybór prezydium i przewodniczącego – bardzo ważna funkcja, już wcześniej Rada Regionów rekomendowała delegatom naszą koleżankę z regionu Annę Rybakiewicz – jej znajomość statutu, członków RR, ZG, i specyfiki stowarzyszenia plus doświadczenie predysponowały ją do tej roli. Z sali padły protesty, czemu nie-delegat ma być przewodniczącym? kto zaprosił Anię na zjazd? Było bardzo gorąco, do kolejnych wniosków ustawiła się kolejka – w pewnym momencie zagłosowaliśmy – Uff – większość przyjęła rekomendację Rady Regionów. Nowa przewodnicząca szybko przejęła inicjatywę.  Pierwsze wnioski formalne były zgłaszane przez Mateusza lub (jak się później okazało) jego adwokata i jednocześnie delegata z Łodzi. Wnioski dotyczyły zmiany porządku obrad, wpuszczenia na salę KOD Media – może to kwestia osób zgłaszających, może stronniczości prezentowanej przez KOD media na spotkaniach przedwyborczych- ale te propozycje przepadły ogromną większością głosów – pomyślałem wtedy – ho ho, ktoś dzisiaj dostanie lanie!

Kolejne punkty obrad dotyczyły sprawozdań ZG, Komisji Rewizyjnej oraz głosowania absolutorium dla ZG. Powiem krótko – był to istny thriller, przewodnicząca prezydium okazała się być oazą spokoju wśród istnego tornada wniosków, pytań, odpowiedzi, wypowiedzi ad vocem oraz pohukiwań z sali. Nawet krótka forma demonstracji z użyciem wydrukowanych liter ( doczytałem NEMEDIA- WOL chyba wyszły w tym czasie na papierosa) spotkała się z kategoryczną prośbą o spokój, a w konsekwencji niezdyscyplinowania wyproszeniem z sali obrad – krzyki ucichły, wnioski przegłosowaliśmy. Ciekawe zjawisko to jednoczesne domaganie się szacunku i demokracji oraz to, że po przegłosowaniu decyzji, że nie dopuszczamy do tej części obrad mediów KOD i nie zgadzamy się na transmisję – kilka osób na sali w sposób ostentacyjny prowadziło transmisję ze swoich telefonów – padło wezwanie o zachowanie kultury i uszanowanie decyzji delegatów, ale zostało zignorowane.

Zarząd dwoił się i troił, w trakcie prezentacji sprawozdania doszło nawet do ciekawego „dialogu wewnętrznego” tego ciała – przewodniczący nie był w stanie przedstawić sprawozdania, miał je sekretarz ale przewodniczący uznał że go nie zna i nie jest to oficjalne sprawozdanie – wywiązała się dyskusja, jak mamy to traktować. Prowadząca w kategoryczny sposób usadzała co bardziej energicznych członków zarządu, teksty „To nie ta impreza” „Jarek siadaj!” bardzo szybko ostudzały emocje. W trakcie przerwy zarząd poszedł po rozum do głowy i jednogłośną uchwałą zatwierdził sprawozdanie merytoryczne.

Doszliśmy do „gwoździa programu” czyli sprawozdania finansowego, wokół mównicy zawrzało – padały pytania, oskarżenia, wnioski. Mateusz Kijowski pobiegł w międzyczasie do lobby i oświadczył mediom że procedujemy nielegalnie. W trakcie tego dnia obrad sam widziałem jak trzy razy wychodził i dawał oświadczenia, nie będę wnikał w treści, w każdym razie działo się. Clou „gwoździa programu” to Komitet Społeczny – Mateusz Kijowski po akceptacji sprawozdania finansowego, popartego audytem stwierdził, że coś jest jednak nie tak. W czwartek przed zjazdem opublikował opinię radcy prawnego, że zgodnie z ustawą o rachunkowości należy księgować wszystkie dochody, a Komitet Społeczny był przychodem Stowarzyszenia KOD. Siermiężność tej konstrukcji i jej sens poznaliśmy niedługo później, kiedy mimo straszenia delegatów przez kolegę delegata – adwokata MK walne zatwierdziło sprawozdanie – Mateusz Kijowski cały blady podszedł do mównicy i trzęsącymi rękoma chwytając za mikrofony oświadczył że w związku z przyjęciem nieprawidłowego sprawozdania on kierując się uczciwością i prawem musi zrezygnować z kandydowania. Po sekundzie ciszy jego oświadczenie zostało przyjęte gromkimi brawami.

W zasadzie po tym punkcie czas przyspieszył – Media wpuszczono (kilkanaście ekip z kamerami – nie dało się przemieszczać po sali przez nich i ich kable – wcześniejsza decyzja była dobra), Krzysztof Łoziński został jedynym kandydatem.
Bardzo ważnym w mojej opinii wydarzeniem było wręczenie przez odchodzący zarząd kwiatów Mateuszowi Kijowskiemu, podziękowanie za pracę włożoną w budowę KODu i stojąca owacja jaką otrzymał. Było to w całej okazałości przyzwoite i godne.
Takie same brawa i bukiet otrzymał Krzysztof Łoziński, kiedy został wybrany 78% głosów na przewodniczącego.
Z jego przemówienia pamiętam najlepiej:  kiedy zasłoniły go kamery i mikrofony, ktoś z sali rzucił pytanie czy nie chce drabinki – powiedział, że wchodził na duże drabinki, po 7700 metrów i dzisiaj nie widzi potrzeby.

 

Potem prezentacja kandydatów do zarządu, część znaliśmy już z grupy dla delegatów i wywiadów Tamary, część pojawiła się w ostatniej chwili. Zgrzytem było wystąpienie Pawła Jackowskiego, który zgłosił swoją kandydaturę wyłącznie po to, żeby wejść na zjazd i powiedzieć kilka nieprzyjemnych słów do zgromadzonych, a następnie zrezygnował z kandydowania. Co ciekawe, jego nieprzyjemne wypowiedzi nie spotkały się z buczeniem czy gwizdami – jeszcze w trakcie jego „przemowy” został wyklaskany.

Przed głosowaniem zarządu obstawialiśmy ile głosów zdobędzie najmłodsza kandydatka wytypowana przez Młody KOD- typy były między 120 a 140 – Natalia ostatecznie zdobyła 130 głosów (tyle samo co wcześniej  Krzysztof Łoziński:) ). Wyniki nie były dużym zaskoczeniem, wybrane zostały osoby znane ze swojej działalności, w organizacji albo w swoich regionach – z poprzedniego zarządu wybory przetrwało troje – Magda Filiks, Małgorzata Lech- Krawczyk i Jarek Marciniak. Nawiasem mówiąc to ta trójka miała największy wkład w dopięcie planu naprawczego, uporządkowanie finansów oraz przygotowanie zjazdu. Zostało to docenione i zauważone przez delegatów. Pozostali członkowie nowego zarządu tworzą kompletny zespół, złożony z fachowców, sprawdzonych działaczy i osób o  usposobieniu koncyliacyjnym – co wraz z osobą przewodniczącego gwarantuje zdrowy rozwój tej grupy.

Mimo tego, że rano straciliśmy przynajmniej dwie godziny na maraton wniosków i pytań, wybory zarządu, ostatnie na liście tego dnia, skończyliśmy godzinę przed ustalonym czasem. Emocje zaczęły opadać, trwały podziękowania i gratulacje, wszyscy poszli na wspólną kolację a po niej trwające do późnego wieczora albo wczesnego ranka spotkania i rozmowy na toruńskim rynku.

Dzień drugi nie miał już takiej dynamiki jak dzień pierwszy, członkowie Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej zostali dosyć szybko wybrani, kandydatury były świetne – znowu tylko jeden zgrzyt, tym razem pani Jackowska próbowała lokować w swojej prezentacji nowy twór o nazwie Odnowa i zrezygnowała z kandydowania – również została wyklaskana przez zgromadzonych.

Tutaj warto wspomnieć o kolejnym sukcesie naszego regionu- nasz szczeciński koder Piotr Pietrusiński został wybrany do Głównej Komisji Rewizyjnej. Piotr od kilku tygodni zajmował się technicznymi aspektami przygotowania zjazdu delegatów, dzięki niemu mieliśmy zorganizowany sprzęt do elektronicznego głosowania- który zaoszczędził wiele godzin liczenia głosów, oraz wiele papieru po rezygnacjach kandydatów w ostatniej chwili  (sam zajmowałem się drukiem kart do głosowania na naszym regionalnym walnym i po rezygnacji jednego kandydata na delegata zajęło nam prawie godzinę  wydrukowanie i podbicie wszystkich potrzebnych kart do głosowania)

Prezentacja budżetu była interesująca pod kątem psychologicznym, zdawało się, że prezentującym członkom zarządu zabrakło czasu na dopracowanie prezentacji, ale dzielnie się bronili – na pytania padły odpowiedzi, poznaliśmy trochę liczb. W pamięci utkwił spadek wpływów ze składek od początku roku – poważny problem, bo bez kasy nawet świetny program się nie obroni.

Na koniec zaliczyliśmy długie rozmowy o tym czy zmieniać statut „na szybko” czy jak proponowała grupka prawników, poczekać i zwołać walne programowo-statutowe do końca roku i tam to zrobić „porządnie”. Pozostawało jeszcze kilkanaście wniosków do przeczytania i przegłosowania, a byliśmy godzinę po czasie. Na szczęście rozsądne głosy doprowadziły do tego, że kilka krótkich apeli przyjęliśmy przez aklamację, zatwierdzono jedną bardzo istotną aczkolwiek drobną zmianę do statutu.. W międzyczasie nowy zarząd się ukonstytuował – Magdalena Filiks została wiceprzewodniczącą, Jarek Marciniak sekretarzem a Aleksandra Solecka skarbnikiem. Końcówka wskazywała już na zmęczenie uczestników, aczkolwiek co było trzeba zrobiliśmy i skończyliśmy o godzinie 19:00. Uczestnicy po zdaniu urządzeń do głosowania zaczęli się rozjeżdżać do domów, wszyscy się bardzo serdecznie żegnali.

Zjazd oceniam jako bardzo udany. Przede wszystkim rozwiały się obawy o rozłam w organizacji, niemożność prowadzenia dialogu. Większość uczestników wyjechała z przekonaniem, że z takimi ludźmi jesteśmy w stanie bardzo wiele dokonać. KOD będzie funkcjonował, będzie następowała profesjonalizacja, będzie przybywać sympatyków – energia została uwolniona. Konieczne zmiany personalne stały się faktem – odnotowanym również przez światowe media – czytałem już relacje The Washington Post oraz Frankfurter Allgemeiner Zeitung. Wszyscy trzymają teraz kciuki za odzyskanie wizerunku, jest to oczywiście również w naszych – członków i sympatyków rękach. Okazja do przyłączenia się do działania już w najbliższą niedzielę 4 czerwca – organizujemy w Szczecinie i Koszalinie marsze w rocznicę pierwszych demokratycznych wyborów.

 

fot. Wojciech Filiks

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT