refugeesW Aleppo każdego dnia giną tysiące ludzi – z głodu, z wycieńczenia, od strzałów i bomb. Kolejne tysiące giną w drodze do Europy. Miejsca, które w ich mniemaniu da im szansę godnego i bezpiecznego życia. Jakże się mylą – tu na nich też czeka w wielu miejscach już tylko nienawiść i pogarda. To oni w czasie Bożego Narodzenia mogli być uosobieniem Świętej Rodziny. Kiedy nuciliśmy kolędy przy wigilijnym stole, to im powinniśmy śpiewać „Nie było miejsca dla Ciebie/ W Betlejem w żadnej gospodzie….” „Dla Ciebie”, czyli dla drugiego człowieka, który chce też mieć szansę na to by żyć i rodzić jak człowiek, a nie jak zwierzę w nieludzkich warunkach…

Religia katolicka jest religią miłości do bliźniego, zwłaszcza tego cierpiącego. Bliźni jest tu rozumiany jako drugi człowiek, obojętnie jaki i obojętnie skąd. Bliźniemu, który cierpi, należy pomagać nie bacząc na to jaki ma kolor skóry, w co wierzy i czy to w efekcie końcowym się opłaci. Na chrześcijanach spoczywa moralny obowiązek wynikający z podstaw wiary, by się poświęcać i nieść bezinteresowne dobro innym będącym w potrzebie. To zwłaszcza przed chrześcijanami stoi teraz wyzwanie: setki tysięcy ludzi koczuje lub wędruje do Europy w nieludzkich warunkach licząc na to, że zaznają tu ciepła, uzyskają pomoc i zrozumienie. To jest wielki sprawdzian wiary… Czy chrześcijanie to jednak pojmują? Jakże wielu w bezmiarze tej nieludzkiej tragedii widzi jedynie zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa, bytu materialnego i spokoju własnego sumienia? Jak wielu próbuje się rozgrzeszyć stwierdzając, że emigranci to zwykli terroryści i brudasy, żyjący według zwierzęcych zasad, więc tam, w tych nieludzkich warunkach, w kraju, gdzie toczona jest brutalna wojna lub w obozach przejściowych jest dla nich miejsce? A przecież to ludzie tacy sami jak my, mający takie same nadzieje, pragnienia, marzenia – by żyć w miejscu bezpiecznym, by żyć w warunkach godnych i zapewnić swoim dzieciom dużo lepsze życie niż wiedli ich rodzice…

Bracia katolicy, których wśród nas tak wielu, czy macie sumienia? Czy na pewno przy odrobinie dobrej woli nie jesteśmy w stanie stworzyć takich warunków i takich procedur, które umożliwiłyby odsianie spośród tej rzeszy ludzi szukających pomocy niewielkiego procenta tych złych, którzy rzeczywiście mogą nieść dla nas zagrożenie? Czy dla tych, którzy przejdą pozytywnie sito wstępnej kontroli, na pewno nie umiemy stworzyć warunków do szerokiej asymilacji w naszym społeczeństwie, tak by mogli pracować wraz z nami dla samych siebie i wspólnego dobra nas wszystkich, a przy tym nie zostali odarci z całości swej wiary, kultury i tradycji? Niechbyśmy przyjęli jedynie garstkę z nich, choćby te 11 tysięcy, które deklarował poprzedni rząd. Choćby tyle, tak dla spokoju własnych sumień.

Żyję w kraju, który nazywa się krajem katolickim, który w dodatku nie tak dawno intronizował Jezusa Chrystusa na Króla i Pana… Mieszka w nim ponoć 95% procent katolików. Rządzi w nim rząd, który buduje swoją ideologię na religijnych zasadach przy szerokim wsparciu Kościoła Katolickiego. Jednak rząd ten wcale nie wzmaga w ludziach potrzeby niesienia pomocy bliźnim. Jego działania idą w zupełnie odwrotnym kierunku. Rząd ten zbija swój kapitał polityczny na podsycaniu nienawiści na tle rasowym i religijnym epatując w TVPiS obrazami z kolejnych zamachów przeprowadzanych przez islamistów, którzy przedostali się wśród swoich ofiar do Europy. Jeżeli zobaczymy w telewizji publicznej jakichś biednych Syryjczyków, to zawsze będą to prześladowani chrześcijanie, stanowiący przecież tylko niewielki ułamek tamtejszej społeczności objętej tragedią. Tą nienawiść do tego, co obce, obóz władzy rozbudowuje ponadto na wszystkich tych, którzy śmią mieć inny pogląd, niż pogląd partii, która jako jedyna jest prawa i sprawiedliwa. Demiurg tych podziałów – poseł Jarosław Kaczyński – tak rozdmuchany wśród nas konflikt społeczny wykorzystuje z kolei tylko do tego, by umacniać sprawowanie przez siebie władzy całkowicie samowolnej, niekontrolowanej już przez żadną instytucję państwową ani organizację społeczną.

Zdecydowana większość hierarchów Kościoła katolickiego i zwykłych księży również odwraca głowy od ogromu ludzkiej tragedii dziejącej się obok nas. Nie wypełniają swojego duszpasterskiego obowiązku i nie nawołują wiernych, by w czasie tej wielkiej próby stanęli na wysokości swojego wyznania wiary. Kierują często swoje wypowiedzi w stronę wręcz przeciwną – w stronę nacjonalizmu i ksenofobii, gdzie jest ważny tylko Polak, Polska i to co polskie, jakbyśmy dalej żyli w czasie zaborów, bo przed PiS przecież wolnej Polski nie było. Kościół nie nawołuje gromkim głosem do przyjęcia choćby kilkunastotysięcznej garstki ludzi w potrzebie, tylko odwraca głowę na wschód, ku sprawcy tej i wielu innych tragedii, i wzorem prawosławnej cerkwi walczy ze zgnuśniałą kulturą Zachodu. Pastwi się nad ideą liberalizmu jakby to była nauka szatana, a nie ideologia głosząca wolność i równość wszystkich ludzi oraz obowiązek zachowania podstawowych praw dla każdego.

Zakrawa na ironię losu, że to właśnie liberalne i w dużej mierze ateistyczne kraje Zachodu wypełniają to najważniejsze zadanie wskazane w religii chrześcijańskiej i ponoszą w związku z niesieniem tego dobra tragiczne konsekwencje, które są jednak niewspółmierne do uratowania życia milionom ludzi. Nasz katolicki rząd z katolickim społeczeństwem prowadzonym przez hierarchów kościelnych nie uratował żadnego z nich. To pokazuje, że słowa o miłości bliźniego, jakie padają wielokrotnie z ambon i ust ludzi wierzących, to tylko słowa niestety czcze, słowa, z których nic nie wynika. Jakże by inaczej to wyglądało, gdyby zamiast pogromu wyznawców islamu dokonywałaby się gdzieś rzeź chrześcijan? Ile dusz, domów i zakrystii by się nagle otworzyło na obcego człowieka w potrzebie? Ale czy obcego? Wcale nie, on jest taki sam – przecież to chrześcijanin. Na obcego, na potrzebującego, który wyznaje inną wiarę, serca i sumienia dużej części chrześcijan są zamknięte… Tym pomagają za to często ateiści otwarci na krzywdę każdego człowieka bez względu na to kim jest, w co wierzy i w co się ubiera. Tym pomaga też między innymi ta garstka prawdziwie wierzących chrześcijan, dla których to właśnie człowiek, jakikolwiek człowiek cierpiący, jest najważniejszy.

W Ewangelii wg św. Mateusza jest napisane: 
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.
Bracia katolicy, nie słowa są ważne w chwili próby, ale owoce rąk waszych. Strzeżcie się zatem i przemyślcie to, jeśli prawdziwie wyznajecie swą wiarę i faktycznie chcecie iść do nieba. Niektóre grzechy są bowiem niegodne wybaczenia.

 


Zdjęcie: uchodźcy z Syrii przekraczają granicę Turcji, Komisja Europejska, za flickr.com, lic. CC-BY-NC

Rysunek: refugees,  Ani Bashar, za flickr.com, lic. CC-BY-NC
       

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT