Drugi Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych za nami

Magdalena Filiks komentuje:


Zanim pojechałam na KORD w roli obserwatora porozmawiałam dłużej z organizatorem Robertą Hojdą o tym, jaki cele do zrealizowania widzi przed tą inicjatywą.
W rzeczowej i miłej rozmowie wyraziłam swoje obawy i wątpliwości, mimo to ocena Roberta przekonała mnie do obecności w Warszawie.

Po dwóch dniach z dystansem i bez emocji mogę wyrazić swoje spostrzeżenia i opinie.
Po pierwsze uważam, że sama organizacja wydarzenia była bez zarzutów. Tu gratuluje Robertowi i ekipie pracującej – doskonale wiem, ile pracy i zaangażowania wymaga realizacja takich spotkań.
Na samym Kongresie było kilka merytorycznych wystąpień. Nie wszystkie słyszałam, ale zawsze z największą przyjemnością słucham takich autorytetów jak Jerzy Stępień.
O ważnych postulatach i w rzeczowy sposób mówiła Marta Lempart (całość relacji i wystąpień można wysłuchać oglądając relację video Kodu).
To, co oceniam jako efekt pozytywny takich przedsięwzięć, to możliwość spotkania się na żywo ludzi, którzy na co dzień się nie widują. Można wymienić się kontaktami, czy podzielić doświadczeniami. I są to w większości bardzo miłe rozmowy.

Teraz co do moich wątpliwości wyrażanych wcześniej – potwierdziły się wszystkie.
Po pierwsze – od przeszło roku istnieje nieformalna koalicja organizacji w skład której wchodzą: Akcja Demokracja, ORP. OSK, KOD, Wolne Sądy, Fundacja Geremka, Fundacja Batorego – czasem dołączają również inne organizacje i partie.
Tak udało się zawiązać inicjatywę Front Europejski i zrealizować kilka wspólnych projektów i protestów.
Spotkania odbywają się raczej regularnie, pracę koalicji koordynują dwie osoby – spoza wymienionych organizacji. Jest to istniejąca platforma do wymiany informacji i współpracy.
Dlatego nie rozumiałam idei kolejnej platformy i kolacji. Wiedząc, jak trudno jest nam czasem wypracować coś wspólnie w 3- 5 – 8 organizacji miałam pełną świadomość tego, że inicjatywa zrzeszająca kilkaset podmiotów, często jednoosobowych, nieformalnych, bez jasnej reprezentacji, nie będzie w stanie pójść dalej, niż ewentualna wymiana doświadczeń, czy kontaktów ( i tutaj rolę KORD-u oceniam pozytywnie).

Jednak na tym spotkaniu nie udało się wypracować niczego poza manifestem. Ten z kolei w mojej ocenie, chociaż w swoich zamiarach bardzo szlachetny, nie zmienia realnie niczego i nie przynosi żadnych rozwiązań, ani propozycji działań. W sensie być może symbolicznym, czy medialnym mógłby zaistnieć, jednak jest tak ogólny, że pozostaje, cytując za Gazetą Wyborczą, listą pobożnych życzeń (znanych nam od trzech lat naszej obywatelskiej działalności).
Ja osobiście nawet bym się pod nim nie podpisała, bo są tam dla mnie punkty nie do przyjęcia – choćby punkt dotyczący tego, że “system partii politycznych okazał się oderwany od realnego życia”. To sformułowanie budzi mój głęboki sprzeciw i jest niebezpieczne.
Punkty manifestu stają się jakby propozycją programową, tyle tylko, że ruchy społeczne partiami nie są i programu realizować nie będą w takim zakresie, jaki zawiera manifest.
Owszem – mogą sformułować pewne cele i idee i wpływać na partie polityczne, by te realizowały obywatelskie postulaty, jednak wcześniej każdy z tych tematów musiałby przybrać jakieś konkretne propozycje rozwiązań, czy projektów ustaw, a tutaj już o jedność ludzi o różnych poglądach łatwo nie będzie.

Kłopoty w mojej ocenie zaczęły się wtedy, gdy ORP wprowadzili pod obrady projekt swojej uchwały. Potwierdziło to tylko moje wcześniejsze wątpliwości, co do formy takiego Kongresu i jego realnych możliwości. Głosowanie uchwały, która wskazuje na konkretne propozycje nie jest bowiem możliwe i do niczego w skutkach nie prowadzi na takim Kongresie.
Nie wiadomo kto uchwałę przyjął, kto odpowiada za jej realizację, kto zobowiązał się przystąpić do tego rodzaju działań, które zaproponował Paweł Kasprzak.
Niestety problemem okazało się również to, że duża część uczestników Kongresu poczuła się oszukana i zmanipulowana zapowiadając koniec swojego uczestnictwa w tym Kongresie, wliczając w to organizatora.
Ocenę tej inicjatywy, która okazała się tak kontrowersyjna, postanowiłam pominąć w relacji z Kongresu.

Problemem, który wydaje mi się po udziale w KORD-zie dość widoczny jest potrzeba wielu mniejszych organizacji nieformalnych, czy grup zadaniowych do połączenia sił, wymiany doświadczeń, zacieśnienia współpracy. Są to w większości osoby, które nie chcą działać w ramach istniejących już struktur różnych organizacji i skupione na konkretnych działaniach realizują swoje cele poza strukturami. Często są to bardzo ważne działania, takie jak realizuje grupa Błysk Budzik, Lotna Brygada Opozycji, czy inne grupy.
Te grupy dla zwiększenia skuteczności działania w mojej ocenie powinny swoją współpracę zacieśniać – sama chętnie włączam się w konkretne działania i do tego samego zapraszam te grupy, zresztą udawało nam się współpracować choćby przy projekcie Konstytucja.

Kongres nie przyniósł żadnych propozycji wspólnych działań i tego pewnie większości osób (opieram się teraz na opinii osób, które przywiozły tam konkretne oczekiwania) zabrakło.
Nie sądzę, by była to czyjaś wina i nie należy szukać winnych takiego rozstrzygnięcia.
Zdecydowanie łatwiej realizuje się cele, które są jasno określone i mierzalne.
Dlatego nadal pozostaję zwolenniczką gromadzenia się wokół konkretnych zadań i projektów, bo tylko tam można skutecznie współpracować. Większość z nas angażuje się chętnie wtedy, gdy widzi konkretny cel i może włączyć się w konkretne działania.

Do końca stycznia Komitet Obrony Demokracji przedstawi takie propozycje działań i kierunki na następne trudne i rozstrzygające miesiące. Wierzę, że będą to cele dalekie od wspólnych, wyborczych list obywatelskich.
Należy pamiętać jakie są od początku nasze cele, jaka jest rola ruchów społecznych, czym różnimy się od partii politycznych. Każdy z nas może przecież do partii się zapisać i realizować najbliższy naszym przekonaniom program, a także wpływać na to, jak partia działa od środka.

W żadnej mierze nie żałuję, że poświęciłam kilka godzin na udział w Kongresie. Było mi bardzo miło spotkać członkinie i członków KOD-u z różnych regionów w Polsce.
Za bardzo dobre uważam wystąpienie Zosi Sanejko – dobre było nie tylko z powodu charyzmy Zośki, ale głównie dlatego, że dotyczyło konkretnych działań i zadań. To właśnie daje szansę powiedzieć tak, zgadzam się i włączam, lub nie, inaczej widzę realizację naszych wspólnych celów.
Dlatego uważam, że KOD to jest właśnie to miejsce w którym chcę swoje cele realizować i jestem przekonana, że do współpracy powinniśmy zapraszać jak najwięcej osób i organizacji.
Podobnie uważam, że powinniśmy kontynuować przyjęte wcześniej w KOD-zie praktyki i wspierać wszystkie inicjatywy i projekty, które są bliskie naszym celom i wartościom.


Ilustracja: Tomasz Rogowski

Share Post
Written by
No comments

LEAVE A COMMENT