Jutro też jest dzień

Anna Rybakiewicz komentuje:

Jutro też jest dzień, a za rok będzie kolejne święto niepodległości i kolejny marsz w Warszawie. I już.

Czytam egzaltowane: „wybacz nam Polsko”, „przepraszam cię Polsko”… Ale że za co? Ale że kogo?

Co roku, 11 listopada świętujemy rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, a to znaczy że dotyczy to Polski jako państwa, a więc bytu polityczno – prawnego, na który składają się trzy elementy: terytorium, obywatele i władze. I nic więcej, bo przecież język, kultura, tradycja kształtują się od ponad 1000 lat i ani zabory, ani komuna nam tego nie zabrały.
To co i kogo my chcemy dziś przepraszać? Obywateli? Ponad 250 tysięcy z nich było na marszu w Warszawie, inni świętowali w Łodzi, inni w Poznaniu, a inni w Zielonej Górze itd. Reszta cieszyła się z niedzieli. I tyle. Za rok będzie tak samo.
Władzy przepraszać raczej nie ma za co, tym bardziej, że ona wcale tego od nas nie oczekuje.

Nie oszukujmy się, żaden inny marsz, żadna inna okoliczność nie jest w stanie przyciągnąć tyle ludzi co „marsz narodowców” dodatkowo podkręcany przez media. W zeszłym roku Warszawa płonęła od rac, w tym roku i za rok będzie tak samo. Bo to jedyny dzień w roku, w którym społeczne męty wypływają na wierzch. Ale to wcale nie znaczy, że jest ich 250 tysięcy. Zdecydowana większość to zwykli ludzie, ani nie faszyści, ani kibole. Tyle, że to ekstremiści nadają narrację.

Bo taka jest Polska. Której nie trzeba przepraszać, tylko trzeba zrozumieć (nie akceptować!) i próbować zmieniać.

Demokraci mają swoje święto 4 czerwca i dziś zamiast zalewać Facebooka i media zdjęciami płonącej Warszawy proponuję, żeby wszyscy zastanowili się jak w ten dzień wyciągnąć więcej ludzi na ulice miast.
W przyszłym roku przypada 30 rocznica obalenia komunizmu. Bardzo dobra okazja, żeby coś udowodnić. Jeśli nie będziemy tego potrafili, to znaczy, że obraz Polski, to obraz Warszawy 11 listopada. A zmiana tej sytuacji będzie znów zależała od innych, tak jak to było w 1918 roku i w 1945.

Ja dziś byłam w Poznaniu. Nie wiedzieć jak 😉 z grupą kilkunastu osób ze Szczecina znaleźliśmy się na terenie formowania się korowodu marcińskiego. A potem szliśmy w korowodzie gdzieś między emancypantkami, bamberką a rzymskimi legionami. I machaliśmy ludziom. Kompletnie surrealistyczna sytuacja 😀

Potem, razem z morzem ludzi, poszliśmy na gęsinę i na rogale. Bo to tradycja tworzy społeczeństwa i narody, reszta to kwestia przypadku albo zbiegu okoliczności niekoniecznie od nas zależnych.


Zdjęcie u góry – fot. Anna Rybakiewicz

Share Post
Written by
No comments

LEAVE A COMMENT