KOD – kryzys tożsamości

Utrzymać równowagęTylko jedna rzecz denerwuje mnie w KOD-zie: to, że gdy go reprezentuję, nie mogę mieć poglądów na wiele tematów. Nie wiem czy jestem za aborcją i do jakiego momentu czy wręcz przeciw. Nie wiem czy popieram nauczycieli, czy rodziców, czy dzieci i czy jestem za tym by likwidować gimnazja, a może jednak nie. Inne organizacje są jasne i stanowcze. Mówią: „Jest tak i tak! Ma być tak i tak!” Ich przekaz jest czytelny dla ludzi i stawia ich przed koniecznością dokonania wyboru za czy przeciw. Ja natomiast, jako KOD, nie mówię na ten temat nic albo mówię niewiele i na pewno nic konkretnego. Nic dziwnego, że mało kto mnie słucha i większość się krzywo pod nosem uśmiecha.

 

Powstaliśmy na bazie buntu przeciw jawnej próbie zaburzenia porządku konstytucyjnego i podkopywania reguł demokracji, jaką stał się atak rządów PiS na Trybunał Konstytucyjny, trójpodział władzy i prawa człowieka. W tych kwestiach jesteśmy głośni, stanowczy i wielcy, a nasz głos jest jasny i wyraźny. Jednak w toku boju animusz opadł, a hasła stały się mniej lotne. Nawet nam już czasem ciężko je w kółko powtarzać. Co więc dalej? Czyżby starczy uwiąd?

 

Hasło obrony reguł demokracji nas zjednoczyło, jednak poza tym jesteśmy bardzo różni. W wielu kwestiach reprezentujemy możliwie najszerszy wachlarz poglądów od lewa do prawa. Wypracowanie w takim gronie poglądu, z którym każdy z nas by się utożsamił, graniczy z cudem. Powiadają, że z tego względu nie możemy stać się partią polityczną. Nie zgodzę się z powodem, choć nie jestem za przekształceniem w partię.
Partią polityczną nie możemy się stać przede wszystkim dlatego, że nie interesują na słupki poparcia.
Jesteśmy tu razem dlatego, by robić rzeczy, które są dla Polski ważne, bez względu na to, jaki nam dadzą poklask społeczeństwa. Jesteśmy od tego wolni i przez to szczęśliwi. Nie jesteśmy tu też razem dla profitów wynikających z późniejszego przejęcia władzy. Jesteśmy tu, bo czujemy potrzebę, by fizycznie działać, coś robić dla społeczeństwa, bo czas akurat nastał taki, że tak trzeba.

 

Co dalej wobec tego? Jaka czeka nas przyszłość? Jaką rolę w społeczeństwie możemy przyjąć?
Granie cały czas w jedną nutę ataku na Trybunał powoduje, że nasz marsz nie jest jakąś porywającą melodią, a raczej monotonnym wybijaniem rytmu. Na tym traci także i ta kwestia dla nas tak podstawowa. Sprawy dla społeczeństwa aktualnie ważne przelatują nam między palcami, bo nie wiemy jak je uchwycić.
Czy różni nas tak wiele, żeby w tym wirze problemów społecznych nie móc zaprezentować własnego, konkretnego i jednolitego stanowiska? Większość powie „tak” i ja po części się z tym zgodzę. Ale tylko po części, bo właśnie w tej różnorodności jest nasza siła. To ona daje nam przewagę. Dlaczego? Bo umiemy akceptować odmienności, potrafimy słuchać siebie nawzajem, uznajemy, że nie mamy patentu na rację i pragniemy rzetelnej informacji oraz uczciwej komunikacji między sobą wzajemnie, a także w relacji władza – społeczeństwo.

 

Z powyższych powodów to właśnie grupa sympatyków KOD może być idealnym miejscem do próby poszukiwania kompromisu pomiędzy ścierającymi się poglądami w różnych kwestiach społecznych. Ten kompromis jest wszystkim nam, Polakom, bardzo potrzebny. Wielu z was powie, że to nierealne abyśmy się dogadali. Ja powiem, że to trudne, ale nie niemożliwe. Nasze poglądy wynikają z naszej ideologii, a nie z interesów politycznych. Solidna rozmowa, rzetelna prezentacja argumentów oraz świadomość tego, że w każdym przypadku trzeba szukać wspólnego mianownika, pozwoli nam to osiągnąć. Potrzebujemy jednak narzędzi, aby takie próby podjąć. Wierzę, że uda nam się je wypracować. Dyskusje pod postami powtarzają często po wielokroć podobne zdania, wpisy często mają na celu zaakcentowanie własnego poglądu, a nie dążenie do jakiejś konkluzji. Tędy nie dojdziemy nigdzie.

 

Ze wspomnianą wyżej rolą poszukiwacza kompromisu, wiąże się jeszcze jedna ważna rola – To rola aktywnego obserwatora. Obserwatora, który słucha tego, co mówią poszczególne opcje polityczne. Pyta o argumenty i stara się je ze sobą skonfrontować. Poszukuje pomiędzy nimi punktów stycznych i rozbieżności. Zawiązuje debaty pomiędzy zwaśnionymi stronami i pozwala zaprezentować im swoje stanowiska aktywnie przedstawiając przy tym swoje wątpliwości. Konfrontuje polityków z naukowcami. Prezentuje społeczeństwu rzetelne fakty na prelekcjach prowadzonych przez znawców tematu sympatyzujących z różnymi opcjami politycznymi. Daje społeczeństwu pogłębiony ogląd spraw z różnych punktów widzenia i płaszczyzn. Uczy społeczeństwo, że nie ma jednej racji. Racji jest wiele i każda z nich ma w sobie coś istotnego. Wtedy może okaże się, że najbardziej wart uwagi jest pogląd, który z tych racji wyciąga jak najwięcej, starając się je połączyć w całość. Pogląd, który dostrzega zarówno to, co mówi większość, jak i mniejszość. Taki pogląd właśnie, według mnie, wart jest tego, by stać się polskim prawem. Prawem, które zaakceptujemy my, ale również i ci, co będą po nas.

 

 


Gmach Sądu Najwyższego w Warszawie, fot. Małgorzata Piotrowska

Dokonać niemożliwego, fot. Małgorzata Piotrowska

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT