martwy_punktWarunkiem koniecznym, by KOD działał jest to, by w ogóle istniał.
Zbyt radykalne działania grożą zaś delegalizacją. Jeśli poszlibyśmy np. na kodowską wersję „marszów niepodległości”, okupację budynków rządowych, blokady na drogach lub oblewanie farbą funkcjonariuszy reżymu, to możemy mieć pewność, że za to pójdziemy siedzieć, a KOD zostanie rozwiązany.

Czyżbyśmy więc stanęli w martwym punkcie chodząc w coraz mniej licznych demonstracjach?
Nie sądzę, a wrażenie narastającego zniechęcenia jest w dużej mierze skutkiem coraz bardziej zmasowanego i coraz lepiej zorganizowanego antykodowskiego hejtu.
Choć z drugiej strony jest oczywistą oczywistością, że nie robimy wszystkiego, co byłoby możliwe do zrobienia.
Ale KOD, to nie jacyś oni, tylko my wszyscy. To my rzucamy pomysły i je realizujemy. Jeśli więc mamy pretensję, że jest tego za mało, to możemy ją mieć tylko do siebie samych.
U nas w Koszalinie, gdy zrodzi się pomysł , to po prostu go realizujemy.
Jedyny przypadek, gdy „góra” zasugerowała nam, byśmy czegoś nie zrobili, to była rocznica Sierpnia ’80. Ale i wtedy polegało to na przekonywaniu, że lepszym rozwiązaniem będą trzy większe, rocznicowe manifestacje w miejscach, gdzie porozumienia sierpniowe były podpisane. I to trafiło do przekonania, przynajmniej mojego.

A poza tym… Weszliśmy w tę inicjatywę z pełną świadomością, że programowo nie jest skierowana przeciwko żadnej partii, z PiS włącznie, a występujemy jedynie przeciwko konkretnym przejawom łamania zasad demokratycznego państwa prawnego. Tak to nakreślili „ojcowie (i matki) założyciele”. Bo tak uznali za słuszne, a my to zaakceptowaliśmy wstępując do KOD.

Teraz jednak sytuacja się zmienia. Stajemy się prawdziwie demokratyczną organizacją, której program i sposób działania zależeć będzie od naszych delegatów na zjazd. Nawet jeśli nie będzie to zgodne z pierwotnym zamysłem założycieli KOD. Zradykalizować się, to cholernie kuszące, ale i niebezpieczne. Efektowne, ale chyba nie efektywne.

Gwałtownej wolty jednak się nie spodziewam. Doświadczenie i intuicja od początku podpowiadały mi, że nie będzie to krótki, entuzjastyczny zryw, lecz długi marsz.

Ilustracja: autor

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT