No więc poszłam na „Kler”

29.09.2018, Warszawa, Magdalena Filiks:

No więc poszłam na „Kler”. Po seansie prawie nikt nie wstał „tak od razu” po napisach końcowych.
Była dłuższa chwila ciszy i głęboko niepokojący spokój na sali.

Szłam ulicą bez słowa dłuższy czas. Nic nie miałam do powiedzenia.

Spodziewałam się czegoś innego chyba, ale moje odczucia są jednak powyżej oczekiwań.
To był bardzo głęboki i mocny film.
Prawdziwy.
Jasne – można było pójść na łatwiznę. Pojechać sobie po wierzących, pokazać kościół tendencyjnie. Ale nie. Ktoś się jednak wysilił.
Nie było łatwizny.

Bolało mnie i ciało i dusza płakała. I nawet oczy się zmoczyły.

Niby wiedziałam o ludziach i instytucjach przez nich tworzonych już dużo.
A jednak wstrząs.

I co dalej ?
Ten film jak sądzę będzie pewnym przełomem w naszej historii, relacjach międzyludzkich i roli kościoła katolickiego w Polsce.
Rozpoczął jakiś proces, który się będzie po prostu toczył.

Kiedyś mówiłam ” kościół, to ludzie”, dziś mogę mówić „kościół to partia, w której są jakoś wszyscy ludzie”.
Nie chodzę do kościoła, ale pozostanie we mnie zawód, jakaś zadra głębsza jeszcze, niż była.

Smarzowski sceną końcową odebrał mi jeszcze opcję na łzy, płacz i wyjście oczyszczoną. Musiałam wyjść pełna emocji i zostać z refleksją. Nie pozwolił wypłakać.To by chyba było za łatwe. Cwaniak.

Trudny to wieczór po obejrzeniu filmu Kler.

 

 

Zdjęcie u góry: plakat „Kleru” autorstwa Andrzeja Pągowskiego

Share Post
Written by
No comments

LEAVE A COMMENT