Po spotkaniu z Bronisławem Komorowskim

Wczoraj miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z prezydentem Bronisławem Komorowskim.
Było ono okazją do kilku krytycznych – a jakże – refleksji.

Na początek zaznaczę, że tego prezydenta nie sposób nie lubić. Uroczy człowiek, obdarzony prawdziwym talentem gawędziarskim. Przyjemnie się słuchało jego anegdot, nawet jeśli zastępowały konkretne odpowiedzi na pytania.

Niestety, odniosłem wrażenie, jakie zawsze odnoszę, kiedy słucham polityków z formacji reprezentowanej Pana prezydenta – że brak im determinacji, tryskają optymizmem, spokojem, a nawet rozbawieniem, faktycznie znamionującym brak inicjatywy i niezrozumienie powagi sytuacji.
Prezydent przekonywał, że „to minie”, jak jakaś grypa, ale chyba nie docenia inwencji i determinacji Kaczyńskiego.
Niezwykle skuteczny aparat propagandowy, podporządkowani urzędnicy i służby mundurowe, machinacje przy ordynacji zapewnią PiS-owi sukces w najbliższych wyborach.
Podobnie było przecież na Węgrzech, gdzie rządy Orbana bynajmniej nie minęły.
A w razie społecznego sprzeciwu pozostaje wariant turecki (może przesadzam, ale po co Macierewiczowi WOT? Przecież nie do walki z rosyjskim Specnazem).
Trzeba mieć świadomość, że rządy PiS-u same nie minią, że potrzebny jest olbrzymi wysiłek, żeby minęły… i żeby nie powróciło.

W wypowiedziach prezydenta widać było brak refleksji nad kondycją mentalną naszego społeczeństwa.
Prezydent skupił się na stratach, jakie wskutek rządów PiS Polska odniesie na arenie międzynarodowej.
To oczywiste, że Polska w oczach partnerów straciła wiarygodność.
Osobiście wydaje mi się jednak, że o wiele większym zagrożeniem dla przyszłości jest zdeformowanie naszej mentalności, zainfekowanie jej strachem przed innymi obcymi, myśleniem ksenofobicznym i szowinistycznym, wiarą w teorie spiskowe, rozbudzenie agresji wobec obcych i wobec rodaków, którzy też są „obcy”, jeśli nie podzielają „naszych” poglądów.
Nie będzie spokoju w kraju podzielonym na wrogie obozy, niemożliwa będzie współpraca w żadnej sprawie, członkowie poszczególnych plemion będą wyczekiwali okazji do odwetu.
A jako społeczeństwo trudno będzie sprostać wyzwaniom globalnym, jeśli zamiast współpracować ze społeczeństwami Zachodu, będziemy okazywać im wrogość.

Niestety, Prezydent nie zrozumiał zarzutu wobec jego formacji o zaniedbanie edukacji obywatelskiej, jaki padł ze strony jednej ze uczestniczek spotkania, w którymś momencie dodał także, że państwo nie może narzucać swoich idei.
Cóż, chyba nie dostrzega, ze państwo od lat narzuca określony system wartości, tyle że są to wartości mające niewiele wspólnego z systemem demokratycznym.
Więc nie ma co się dziwić, ze nie umiemy szanować odmienności światopoglądowej, że są w nas ciągoty do autorytaryzmu, że potrzebujemy patriarchy, nie jesteśmy odporni na uroki demagogii i kłamstwa.
Prezydent jest zszokowany, że prymitywne manipulacje PiS-u mają ogromną siłę rażenia, ale chyba nie rozumie, że podatność na PiS-owską propagandę jest efektem mitologizacji narodowej historii, przestawiającej Polskę jako bohaterską ofiarę „obcych”, zerowej edukacji obywatelskiej i humanistycznej w szkołach, zastępowanej przez zakazowo-nakazową, forsującą mity i dogmaty naukę Kościoła.
W moim przekonaniu demokratyczne państwo, jeśli chce takim pozostać, owszem, musi wychowywać do demokracji, bo trudno oczekiwać, żeby homo sovieticus stał się świadomym obywatelem, jeśli nie przeszedł edukacji obywatelskiej.

O rozdziale Kościoła i państwa Prezydent powiedział, że trzeba wrócić do „starej, sprawdzonej zasady” przyjaznego rozdziału.
Tylko że w Polsce ta zasada właśnie się nie sprawdziła. Nie mogła się sprawdzić z takim Kościołem, przekonanym o swoim monopolu na rząd dusz, ekspansywnym, autorytarnym, dążącym do światopoglądowej unifikacji społeczeństwa, oczekującym, że państwo będzie pełniło funkcję narzędzia realizacji woli episkopatu.
Komorowski dostrzega tylko alternatywę: albo tzw. „przyjazny” rozdział – który okazał się w Polsce fikcją – albo wrogi jak z PRL-u (pominę już fakt, że od czasów Gierka ten rozdział nie był taki wrogi, przedstawiciele hierarchii i kierownictwa PZPR byli zgodni w ocenie KOR-u).
Ale przecież można rozdzielić państwo i Kościół, zgodnie z modelem francuskim czy niemieckim. We Francji czy w Niemczech przecież nie wsadza się księży do więzień, politycy nie dyktują kazań, duchowni nauczają w kościołach swoich prawd wiary. Niestety, takie rozwiązania znajdują się poza zasięgiem wyobraźni Pana Prezydenta i wielu innych polityków.

Prezydent twierdzi, że sukces materialny osiąga się ciężką pracą, wyraża też dumę, że Polacy są najciężej pracującym narodem w Europie.
Tylko że ciężka praca, jeśli nie przynosi proporcjonalnych efektów, rodzi frustrację i poczucie krzywdy.
Dlatego 500+ jest tak skuteczne.
Jak wiele osób, które doświadczyły komunistycznego zniewolenia, prezydent Komorowski widzi w wolnorynkowej konkurencji samo dobro.
Konkurencja jest motorem rozwoju, ale tworzy wygranych i przegranych, a przegrana w społeczeństwie tak ubogim jak nasze bywa bardzo bolesna. Jeśli dotyka dużej liczby obywateli, robi się niebezpiecznie, bo przegrani ci stają się naturalną bazą dla środowisk oferujących proste rozwiązania i wskazujących „winnych”. Dlatego państwo powinno starać się, żeby przegrana była możliwie najmniej bolesna i nie wykluczająca.

I na koniec – KOD nie powinien być „trzecim szeregiem” obrony demokracji, a awangardą zmian.
Polskie partie są leniwe, posłuszne wodzom, niechętne do wysiłku intelektualnego, bronią zazwyczaj status quo.
A tak jak myśl Soboru Watykańskiego II została przyjęta przez polski Kościół tylko pozornie, tak wartości Zachodu zostały internalizowane przez polskie społeczeństwo bardzo powierzchownie.
Objęcie władzy przez partię autorytarną było możliwe ze względu na brak edukacji obywatelskiej, mitologię narodową w szkołach, brak zdecydowanej i wszechstronnej odpowiedzi na działalność środowisk chuligańskich, faszystowskich, ksenofobicznych, rasistowskich, aktywnych w przestrzeni publicznej od wielu lat.
Państwo nie przeciwstawiło im aksjologii demokratycznej, wraz z jej słabo zakorzenionymi w naszym społeczeństwie wartościami i regułami.
Tę aksjologię mógłby wypracować i forsować KOD, jako swego rodzaju „ideowe lobby”. W przeciwnym razie polskie społeczeństwo zawsze będzie narażone na skuteczne działanie organizacji takich, jak PiS.

napisał Filip Przytulski

 


fot. Krzysztof Wojtecki

Share Post
Written by
No comments

LEAVE A COMMENT