Prezydent Adamowicz ofiarą wojny polsko-polskiej

Filip Przytulski komentuje we wtorek, 15 stycznia:

Nie mogłem być z innymi mieszkańcami Szczecina, którzy zebrali się by uczcić pamięć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Poszedłem na miejsce zbiórki późnym wieczorem, były znicze i kwiaty, Było mi strasznie przykro. Zastanawiałem się dlaczego Polska jest tak bardzo inna niż się mi i chyba wielu z nas wydawało.
Odpowiedz wydaje mi się prosta – z powodu uwarunkowań społecznych i historycznych bardzo popularna jest wizja Polski autorytarnej, z wrogiem wewnętrznym i zewnętrznym oraz kozłem ofiarnym, którego można oskarżyć o wszystko. Zawsze była.
Przykro to mówić, ale Adamowicz nie jest pierwszą ofiarą wojny polsko-polskiej, bo padały one już od XVII wieku. Zdrajców wieszano podczas powstania kościuszkowskiego, „biali” i „czerwoni” mordowali się w czasie powstania styczniowego, socjaliści i endecy strzelali do siebie podczas rewolucji w 1905 r., całe dwudziestolecie międzywojenne to jeden wielki rozlew krwi, podczas okupacji fizycznie likwidowano członków innych ugrupowań politycznych i wojskowych, za komuny Polak torturował, bił policyjną pałką, a niekiedy i zabijał Polaka.

Teraz, za sprawą partii rządzącej ten potworny koszmar wrócił. Moja tak sponiewierana ojczyzna znów stacza się w przepaść. Spełniło się marzenie narodowców o śmierci „wrogu ojczyzny”.
Przy okazji padł mit, że Polska to bezpieczny kraj, bo nie ma tu uchodźców.
Nie mogę uwolnić się od twarzy Rachonia wykrzywionej w szyderczym uśmiechu po emisji filmiku w którym pacynka Gronkiewicz-Waltz i pacynka Owsiaka okradają ludzi.
Albo od Ziemkiewicza, który ze swadą tłumaczył w tv, że Piotra S. do samospalenia pchnęli ludzie z KOD-u i opozycji, żeby wykorzystać jego śmierć, Mazurek rozumiejącą młodych ludzi kopiących człowieka. Niedawno widziałem też w tv młoda ekspertkę Katarzynę Wigurę, która uspokajała, ze konflikt nie jest taki straszny, ze to tylko politycy się kłócą, a zwykli Polacy żyją normalnie. Kiedy ona ostatni raz jechała tramwajem?
Teraz na prawicowych forach trolle – zwykli ludzie i nacjonalistycznych poglądach – świetnie się bawią, pisząc, ze za rok licytowany będzie nóż.

Skojarzenia z zabójstwem Narutowicza są z wszech miar uprawnione. Zaiste, historia lubi się powtarzać. Najpierw wielka, dehumanizująca człowieka kampania nienawiści, potem czyn odpowiedni zmotywowanego, choć niezrównoważonego szaleńca, następnie apel środowiska ponoszącego odpowiedzialność moralną za zbrodnię o modlitwę, nieupolitycznianie sprawy itd.
Po śmierci Narutowicza Stanisław Stroński opublikował artykuł „Ciszej nad ta trumną”, w którym głosił potrzebę wyciszenia, a faktycznie chodziło mu o zaniechanie rozliczeń autorów kampanii zniesławiającej pierwszego prezydenta II RP.
Wczoraj w porannym wywiadzie Szefernaker podkreślał, ze sprawca to samotny wariat, miał prywatne pretensje i nie był z nikim powiązany . Może i nie miał, ale mścił się na PO, bo choć posadziła go policja, prokurator i sąd, nasłuchał się, że wszystkiemu była winna Platforma, która skazywała niewinnych Polaków na więżenie.
PiS stworzył narrację obciążającą PO dosłownie za wszystko i teraz każde chodzące zero ma wytłumaczenie dla swoich niepowodzeń – nie udało się nie dlatego, ze jestem leniem, że całymi dniami gram w gry, że lubię dać w ryja zamiast poczytać książkę, nie udało się dlatego, że PO niszczy Polaków.
Przecież PO to spadkobiercy komunistów i nazistów, kanalie, które zamordowały prezydenta (do teraz nie mogę pojąć, dlaczego nikt nie pozwał tego … za te słowa) którym nieobca jest każda zbrodnia.
A sędziowie, ta „specjalna kasta” pogardzająca narodem, złodzieje i oszuści współpracujący z mafią? Takie są skutki tolerancji mowy nienawiści na forach internetowych, wyrozumiałości dla kiboli i narodowców, kampanii szkalującej sędziów, lekarzy, lewaków…

Liczycie, ze PiS i jego gadzinówki po tej zbrodni się opamiętają? Po zamachu na Narutowicza, piłsudczycy, socjaliści i warszawski półświatek byli dogadani, by przeprowadzić skoordynowane uderzenie w endecje – ale pod wpływem miłosiernego Daszyńskiego zrezygnowano tej akcji licząc, że endecja dla dobra wspólnego poniecha eskalacji konfliktu. Poniechała? Nie i po kilku latach Piłsudski musiał dać demokracji klapsa.
PiS i jego gadzinówki, kiedy tylko otrząsną się z pierwszego szoku przystąpią do kontrofensywy i nie zdziwię się, kiedy TVP wyemituje program, w którym za śmierć Adamowicza oskarży się KOD, sędziów, PO, uchodźców i oczywiście Tuska.
Oni są na wojnie, co Gliński i Ziemkiewicz przyznali wprost, Gazeta Polska reklamowała się hasłem „bić kurwy i złodziei”. Przecież nie zrezygnują ze swojej tożsamości, z walki o radykalny elektora, z walki o pieniądze i o władzę.
I jeszcze coś – teraz PiS będzie mówił o konieczności skupienia i modlitwy, a każdego, kto będzie wskazywał na związek miedzy PiS-owską propagandą a mordem w Gdańsku odsądzi od czci i wiary.
Tylko ze ten sam PiS, kiedy zamordowany został ich działacz, nie zadowolił się modlitwą, a rozpętał nagonkę, oskarżając PO i wszystkich swoich krytyków o inspirowanie zbrodni. „Nie zabijajcie nas!” – krzyczał Waszczykowski, typ, który powiedział, ze Polacy nie chcą rowerzystów i wegetarian (jakim prawem wypowiada się w imieniu narodu!?).

Teraz wszyscy mówią o Pawle Adamowiczu ze wzruszeniem i podziwem. Tak, ciepło, poczucie humoru, ale przede wszystkim jego zaangażowanie, udział w protestach budziło szacunek i sympatię.
Nie był jak inni prezydenci, którzy pozycje budują na byciu neutralnym.
Ale łatwiej jest wspominać Adamowicza niż być jak Adamowicz. Pamiętacie, ze pomagał środowiskom LGBT, aktywnie wspierał ośrodki niosące pomoc uchodźcom, był naprawdę odważny, nie cofał się, kiedy trzeba było bronić prawdy, prawa i symboli przed politycznymi troglodytami.
Był demokratą, a demokracja zawsze wykuwa się w walce. Od XVII w do teraz trwa walka między społeczeństwem zamkniętym a otwartym i nigdzie nie udało się zaprowadzić demokracji lekko łatwo i przyjemnie; nawet Szwajcaria miała w XIX swoją wojnę domową.
Nam się wydawało, ze po obaleniu komuny, z Janem Pawłem II i Solidarnością wkroczymy bezboleśnie w krainę dialogu i zrozumienia. Tymczasem obalenie komuny było tylko pokonaniem narzuconego autorytaryzmu.
Teraz musimy pokonać autorytaryzm, który jest w nas. Byłoby straszne gdybyśmy po odebraniu władzy PiS-owi, wrócilibyśmy do stanu sprzed 2015, gdyby PiS pozostał nierozliczony, gdyby nie nastąpiły zmian w prawie, edukacji, gdyby nie nastąpiło przekształcenie naszego modelu patriotyzmu.
Niektórym się wydaje, ze rezygnacja z rozliczeń przyczyni się do zasypania podziałów. Ale bolszewicy zawsze wielkoduszność biorą za słabość, albo za naiwność.
Jest tylko jedna rada – walczyć dalej, nie łudzić się i nie dać się skur…

 

 

 

Zdjęcie u góry: Największe Serce Świata, 16.01.2019, Szczecin, fot. Waldemar Jankowski

Share Post
Written by
No comments

LEAVE A COMMENT