Gorący dzień przed Sejmem – 18.07.2018 r.

Pisowcy przestraszyli się protestujących obywateli i zdecydowali, że komisja sejmowa zajmie się Sądem Najwyższym nie w środę 18.07.2018, lecz w czwartek 19.07.2018.

Pomimo to już od przedpołudnia w środę gromadzili się przed gmachem Sejmu ludzie. Nie było nas wielu, w porywach może 300. Więcej było policjantów pilnujących metalowych barierek.

Sejm jak więzienie

Poseł Bartosz Arłukowicz wśród manifestantów. Fot. Ola Różańska, KOD Wielkopolskie

Jednak na ulicy stali sympatycy różnych organizacji. Nie tylko Komitetu Obrony Demokracji, ale także Obywateli RP, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i Warszawskiego Strajku Kobiet. Nie tylko mieszkańcy Warszawy, ale także przyjezdni z innych miast. Różnych miast. Zarówno tych dużych, jak Poznań czy Wrocław, jak i tych mniejszych, jak Koszalin czy Sławno.
Straż Marszałkowska zablokowała wejście i wpuszczała, kiedy chciała. Wpuszczono Magdalenę Filiks, Jarosława Marciniaka z Zarządu Głównego oraz Radomira Szumełdę, przewodniczącego Regionu Pomorskie. Jednak wewnątrz gmachu ich pilnowano.
– W Sejmie czułem się jak w więzieniu – mówi Radomir Szumełda. – Dwóch strażników chodziło za mną krok w krok.
Straż przestraszyła się przewodniczącego KOD-u Krzysztofa Łozińskiego, 70-latka. Nie wpuszczono go. Strażnicy szarpali się też z 72-letnią Krystyną Stachowiak, kiedyś działaczką podziemnej „Solidarności”, dziś w KOD-zie Wielkopolskie. Pomimo, że próbował ją wprowadzić poseł Bartosz Arłukowicz. Poseł przynosił też wodę dla protestujących – dzień był upalny, a staliśmy w pełnym słońcu.
W tych warunkach złość rosła. Nieprzyjaznymi okrzykami powitano posłów Kornela Morawieckiego i Stanisława Piętę. Działacze Obywateli RP starali się tonować nastroje. Z różnym skutkiem. W pewnym momencie starszy mężczyzna naskoczył na młodego chłopaka. Bo ten ostatni uważał, że ma prawo do mocniejszych słów. Myślałem nawet, że panowie się pobiją, ale już po chwili ściskali się i przepraszali.

O waszą i naszą

Ciekawie się zrobiło, kiedy do protestujących wyszli posłowie Monika Rossa i Adam Szłapka, a dwóch sympatyków PiS-u (stałych bywalców warszawskich manifestacji) zaczęło monotonnie wykrzykiwać propagandowe slogany.
– Po co tu jest policja? – irytowała się Marta Lempart ze Strajku Kobiet. – Tylko nami się, panowie, zajmujecie, kiedy wam przeszkadzamy?
– Spokojnie, pisowcy mają takie samo prawo wyrażać swoje przekonania, jak i my – łagodził działacz Obywateli RP. – Walczymy o wolność także i dla nich.
Spory przerwała gwałtowna ulewa, podczas której manifestanci i kontrmanifestanci zgodnie schronili się pod daszkiem pobliskiej knajpki. Zaraz po ulewie zrobiło się gorąco, bo kilka manifestantek przedarło się przez ogrodzenie.
– Policja ma nasze dziewczyny! – zaalarmowała Marta Lempart.
Manifestanci natychmiast znaleźli się pod barierkami i zaczęli w nie kopać. Dwie kobiety w końcu wypuszczono.
– Powalili mnie i skuli – opowiadała w emocjach jedna z nich.

Zdjęcie u góry: Przed Sejmem gromadzą się ludzie. Fot. Ola Różańska, KOD Wielkopolskie

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT