Społeczeństwo pomiędzy niszami

PiS jest skazany na przegraną. Jednak nie powinniśmy liczyć na nowych Geremków, Kuroniów czy Skubiszewskich. Przeciętni ludzie chcą wybierać podobnych do siebie.

Prof. Jan Hartman dotarł do Koszalina mocno przeziębiony, nie dał jednak tego w żaden sposób odczuć około 80 słuchaczom, którzy przybyli wysłuchać jego wykładu.
Profesor mówił o idei obywatelstwa, która powstała w państwach-miastach starożytnej Grecji. Czy dziś ta idea nadal pozostała aktualna?
– Zgodnie z ideą obywatelstwa władza służy społeczeństwu, w związku z czym od obywateli wymaga się, by oddawali cześć państwu – rozpoczął mówca. – Im więcej zatem obywateli, tym silniejsze państwo.
W Atenach obywatelami pierwotnie byli tylko wolni Ateńczycy płci męskiej, urodzeni w swoim mieście. Potem w poczet obywateli zaliczono także ludzi, którzy odpowiednio długo w Atenach mieszkali. W Rzymie zaś obywatelami byli już wszyscy wolni mieszkańcy imperium płci męskiej.

Bilans obywatelskości

W świecie zachodnim kobiety zdobyły prawa obywatelskie dopiero w XX w. Dziś pojęcie obywatelstwa ma wymiar niemal uniwersalny, choć wciąż można wskazać mieszkańców (jak imigranci), którzy nie cieszą się pełnią praw. Nadal też idea obywatelstwa sprzęgnięta jest z obowiązkiem oddawania czci państwu.
– Zgodnie z tą ideą powinienem kochać ojczyznę, niezależnie od tego kto rządzi – zauważył wykładowca. – Jeśli rządząc ci źli, powinienem ją nawet kochać bardziej, żeby jak najszybciej tych złych od władzy odsunąć. Czy jednak kiedykolwiek mieliśmy jakiś idealny rząd?
Czy zatem powinniśmy mieć prawo do rezygnacji z obywatelstwa jednego kraju i do bezproblemowego uzyskania obywatelstwa innego? Profesor podkreślał, że przywiązanie do państwa ma swoje złe strony, jak np. obowiązek uczestniczenia w wojnie, niezależnie od tego, czy tę wojnę uznaje się za sprawiedliwą.
Z drugiej strony w demokratycznym państwie prawa idea obywatelstwa może być też czymś pozytywnym, wiązać się z dumą, że rządzą kodeksy, a nie arbitralna wola władcy.
– A jaki jest bilans? – zastanawiał się głośno nasz gość. – Cóż, bez obywatelstwa nie byłoby jednak wolności i równości. A przyszłość? Czy da się oderwać ideę obywatelstwa od plemiennego egoizmu? Czy odpowiedzią jest Unia Europejska? Czy można dać gwarancję praw człowieka, niezależnie od miejsca jego urodzenia? – stawiał kolejne pytania.

Żebym mógł ściąć drzewo

– Ludzie, którzy przychodzą na nasze wydarzenia, raczej nie chcą być podwładnymi aktualnego rządu – zauważyła prowadząca spotkanie Katarzyna Paprocka. – Kiedyś napisał pan jednak, że na nowych Geremków i Kuroniów raczej nie mamy co liczyć…
– Im wyższa świadomość całego społeczeństwa, tym silniejsze jego elity – odparł profesor Hartman. – W 1989 r. elity umysłowe przejęły władzę, ale przejęły ją na krótko. Skąd dzisiejsza ucieczka od wolności? Cóż, demokracja nie jest raczej specjalnie istotna dla większości jej beneficjentów. Tzw. „zwykłych ludzi” interesuje bezpieczeństwo i wolność w ograniczonym zakresie. Żebym mógł pojechać do Wielkiej Brytanii lub do Egiptu, wyciąć drzewo. Ludziom odpowiada raczej lekki autorytaryzm, jak w PRL, w latach 70. Poparcie dla władz było wtedy wyższe niż później, za demokracji.
Co zatem powinni czynić ci, którym zależy na powrocie do standardów demokratycznych?
– Musimy działać w ramach realnie istniejących reguł – nie ma wątpliwości Jan Hartman. – Pogódźmy się z tym, że ludzie chcą wybierać nie lepszych od siebie, lecz do siebie podobnych. Że będą rządzić przeciętni ludzie, a nie Geremkowie i Skubiszewscy. Dlatego postarajmy się, żeby zwykli ludzie byli jak najbardziej świadomi. Bo inaczej zawsze będziemy mieli rządy autorytarne.
No dobrze, ale w jaki sposób „zwykłych ludzi” uświadamiać?
– Delikatnie – uśmiecha się profesor. – Owszem, można zapytać wprost, co ci właściwie geje przeszkadzają, ale takie pytanie raczej się nie spodoba. Może ze trzy miliony ludzi w Polsce rozumieją kod państwa prawa i konstytucji. To wciąż nisza. Tymczasem KOD i podobne organizacje zamykają się w swoim gronie i wspólnie narzekają. To błąd – ocenia surowo.

PiS się zwinie

Skoro demokraci żyją w niszy, czy oznacza to, że ich autorytarny przeciwnik jest taki silny?
– Wcale nie – zaprzecza nasz gość. – PiS jest słaby, bo analogowy.
– Mówi się jednak, że silny w Internecie – wtrąca Katarzyna Paprocka.
– Nie jest silny w necie – uśmiecha się profesor. – To dość zacofani ludzie, żywiący sentyment do PRL-u. Nie chcą, żeby zwykli ludzie wtrącali im się do rządzenia, a w zamian oferują im poczucie wyższości, przekonanie, że są ludem pracującym miast i wsi. Prędzej czy później stracą władzę, bo coraz mnie ludzi taki sposób myślenia przekonuje. Z tego samego powodu powoli będzie się zwijał także Kościół katolicki.
Kto przejmie władzę po PiS-ie?
– Wiele zależy od naszych działań w świecie wirtualnym – nie ma wątpliwości nasz gość. – Niekoniecznie jednak trzeba przemawiać do czytelników językiem trójpodziału władzy, bo dla wielu z nich to abstrakcja. Niekoniecznie prawić kazania, bo ludzie nie chcą ich słuchać. Najlepiej komunikować się projektowo, w konkretnych sprawach. Trudne? Cóż, życie w warunkach demokracji realnej jest trudniejsze niż w czasach upowszechniania demokratycznych ideałów – mruży oko.
– Jednak 37 proc. ludzi nadal chodzi do kościoła, a propaganda Rydzyka jest gorsza niż goebbelsowska – wyraziła opinię Anna Pawlikowska. – Boli mnie, że KOD nie jeździ po wsiach i ludzi nie uświadamia…
– Nie szermujmy tak łatwo porównaniami do hitlerowskich Niemiec – przestrzegł Jan Hartman. – Inna była wtedy propaganda i inne jej cele. Owszem, wpływy antysemickiej części Kościoła wciąż są spore, ale to też kilkumilionowa nisza. Ogromna większość społeczeństwa znajduje się pomiędzy obiema niszami. A stoliki rozstawiane po wsiach nie zadziałają; zaczniemy być postrzegani jak świadkowie Jehowy – uśmiechnął się.

Trzeba być politycznym

Jak zatem KOD powinien działać?
– W kampaniach przed wyborami – odparł profesor. –KOD stał się dość luźną federacją klubów dyskusyjnych, a powinien przekształcić się w partię polityczną – wyraził pogląd. – Dobrze, że stworzyliśmy Obywatelską Kontrolę Wyborów. Gorzej, że daliśmy sobie wmówić, że to brzydko być partyjnym. Ja mówiłem od początku, najpierw Kijowskiemu, a potem Magdzie Filiks, że trzeba działać politycznie. Samo wyprowadzenie 200 tys. ludzi na ulice nic nie znaczy, bo to nadal nisza, a poza tym po demonstracji ludzie ci wracają do domów.
Czy to jednak źle, że KOD organizuje spotkania i dyskusje?
– W sumie wiele organizacji przekształca się w kluby towarzyskie – nie wprost odparł profesor Hartman. – Nawet w PRL-u istniały nisze wolnościowe, które bezpieka pozostawiała w spokoju. Na tej sali też już pewnie nie ma żadnego agenta – uśmiechnął się nieco złośliwie.
– Jak zatem poradzić sobie z PiS-em? – powstał ze swojego miejsca starszy mężczyzna. – Może wystawić kandydatów, którzy zapewnią, że nie idą po konfitury?
– To nie zrobi specjalnego wrażenia, bo każda nowa partia przedstawia się jako niepokalana – pokręcił głową nasz gość. – Poza tym wyborcy PiS-u wiedzą, że PiS to sitwa, ale im to nie przeszkadza. Bardziej liczy się więź emocjonalna. Wyborca musi czuć, że kandydat jest taki jak on. Trzeba znaleźć prostych, zwykłych ludzi, którzy przy okazji będą wierzyć w demokratyczne ideały. Lewica próbowała już takich ludzi kreować, ale na razie z marnym skutkiem. Od Razem na kilometr czuć wielkomiejską inteligencją – zmrużył oko. – Poza tym kandydat musi chcieć rządzić, bo tylko tacy wygrywają. Choć nie wszyscy. Palikot tak chciał rządzić, że aż się spalił, Kijowski podobnie…
– Pan jest też zwierzęciem politycznym – zauważyła jedna z obecnych na sali pań. – Chyba nie zrezygnuje pan z kolejnych startów? A jeśli chodzi o kandydata, który jest zwykłym człowiekiem, to czy Władysław Frasyniuk nie spełnia tych kryteriów?
– Frasyniuk to ciekawy casus – przyznał profesor. – Ostatnio wymusił określone zachowanie władzy, zapędzając Kaczyńskiego w kozi róg. Czy Kaczyński nasili represje czy odpuści – straci. Czy jednak Frasyniuk jest zwykłym człowiekiem? Kiedyś był, teraz jest postrzegany jako bogaty przedsiębiorca. Zresztą już 50 razy mówił, że nie chce być liderem, więc gdyby zmienił zdanie, nie byłby wiarygodny. Nie on jeden, Nowacka i Biedroń też przespali swój czas…

Jestem niewybieralny

Mówca dodał, że sam startuje niejako demonstracyjnie, pokazując światu, że ktoś z uniwersytetu nie musi poprzestawać na komentowaniu rzeczywistości.
– Jestem jednak niewybieralny – roześmiał się. – Dziś czuję się bardziej publicystą niż politykiem, choć publicyście w dobie Internetu też coraz trudniej się przebić – przyznał. – Trudno napisać tekst, który przeczyta więcej niż 50 tys. ludzi, a nawet jeśli ta sztuka się uda, i tak nie wynika z tego żadna debata. Nie czuję się więc, ani opiniotwórczy, ani wpływowy…
– Jak stworzyć opozycję, która będzie miała szansę w wyborach? – powrócił do meritum siwowłosy mężczyzna z widowni.
– Opozycję mamy skandalicznie słabą – skrzywił się Jan Hartman. – PO pod rządami Schetyny to katastrofa. Nie powstała nawet żadna platforma komunikacji, choć KOD to przecież proponował. Owszem, panie z .Nowoczesnej są na poziomie, ale generalnie opozycja jest do kitu – machnął ręką.
– Jest pan pesymistą – skonstatowała radna PO Barbara Grygorcewicz. – A jednak napisał pan list do Andrzeja Dudy w sprawie ustawy o IPN. To naiwność czy kokieteria?
– Liczyłem na to, że rodzina wywrze na niego presję, że trzeba uczciwie przestawiać stosunki polsko-żydowskie – przyznał nasz gość. – Sprawa zresztą nie jest jeszcze zakończona, choć straty wizerunkowe dla Polski są już ogromne – zakończył ze smutkiem.

Prof. Jan Hartman spotkał się z koszalinianami 16 lutego br. w ramach Latającego Uniwersytetu Demokracji. Organizatorem był KOD Koszalin.

Zdjęcia: Beata Korbak

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT