Serce Demokracji to niezależny Trybunał Konstytucyjny, wolne i obiektywne media, system niezawisłego sądownictwa. Gdy jest ono zdrowe i bije równo, wtedy wszyscy jesteśmy bezpieczni.

 

Rządzący obecnie mówią nam, że demokracja to władza większości. Ale czy większości tej nic nie ogranicza? Czy może ona ustanowić każde prawo, jakie zechce? Czy może na przykład pozbawić polskiego obywatelstwa i znacjonalizować majątek wszystkich osób pochodzenia arabskiego? Odpowiedź zdroworozsądkowa brzmi: Nie. Jednak dlaczego, skoro w demokracji to większość rządząca stanowi prawo? Ano dlatego, że ustrój w Polsce to demokracja liberalna, a nie tylko goła demokracja. Demokracja liberalna przyznaje pewne podstawowe prawa i wolności każdemu obywatelowi. W naszym ustroju są one zapisane w Konstytucji. Każdy człowiek w Polsce ma zagwarantowane elementarne swobody takie, jak swoboda wyznania, swoboda wyrażania poglądów politycznych, prawo do własności, edukacji, służby zdrowia i inne, których żadna władza ograniczyć mu nie może. Oczywiście władza mając odpowiednio dużą większość może zmienić Konstytucję i wyrzucić z niej te prawa i wolności tak ją uwierające. Jednak wtedy władza ta zacznie stanowić zagrożenie dla swoich obywateli, a nasza demokracja zmieni się z liberalnej na powiedzmy putinowską, ludową, czy inną... demokracji jest naprawdę wiele.

Władza przecież deprawuje. Ludzie, którzy rządzą, przestają czasami dostrzegać, że ich decyzje mogą stanowić zagrożenie dla części społeczeństwa. W demokracji liberalnej ustanowiono wobec tego instytucje władzę kontrolujące i dbające o dobro każdego obywatela, a ich podstawowe zasady działania również wpisano do Konstytucji. Te instytucje to Trybunał Konstytucyjny oraz sądy ze stojącą na ich czele Krajową Radą Sądownictwa a także media, zwłaszcza publiczne, oraz dbająca o ich rzetelność Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Aby instytucje te mogły pełnić swoją rolę kontrolującą, muszą być od władzy w jak największym możliwym stopniu niezależne. Tak zatem je pierwotnie obmyślono, by władza w danym momencie sprawująca rządy miała na nie jak najmniejszy wpływ. Cóż to by była za kontrola, jeśli władza miałaby sama siebie kontrolować?

Tak było kiedyś. System ten funkcjonował. Może nie do końca doskonale. Może to i owo warto było zmienić szukając rozwiązań, które zaakceptowałyby różne środowiska reprezentujące przekrój naszego społeczeństwa. Jednak historia rządów PiS wyraźnie wskazuje, że oni nie spoczną dopóki nie podporządkują sobie wszystkiego i wszystkich po to, by zdobyć monopol na władzę. Taka samowola władzy jest dla obywateli niebezpieczna i niczym się nie różni od władzy PZPR w PRL-u

Adam Reimann