Ducha nie traćcie!

Fot 003Wywiad przeprowadzony z prezydentem Bronisławem Komorowskim przed spotkaniem w Szczecinie zorganizowanym przez szczeciński KOD. Na spotkanie przyszło blisko 500 osób.

 

 

 

Adam Reimann: Ma Pan bardzo bogatą przeszłość jako działacz opozycji w czasach PRL-u. Położył Pan na szali swoje życie, zdecydował się Pan poświęcić swoją rodzinę i życie zawodowe, by stawić czoła potężnemu aparatowi totalitarnego państwa. Co Panem kierowało?
Prezydent Bronisław Komorowski: To było już strasznie dawno temu, ale jak się zastanawiam, jako człowiek dojrzały, skąd mi się wzięła tak gotowość do ryzykowania w imię wolności, niepodległości, demokracji, to myślę, że wzięło mi się to z tradycji rodzinnej, z wychowania domowego. Ja po prostu inaczej nie mogłem. Moi rodzice, moi dziadkowie, pradziadkowie jak trzeba było, to szli do powstań, szli na Syberię, szli na wojnę, do partyzantki. Wyrastałem w przekonaniu, że nie powinienem się uchylać od obowiązku walki o wolność. Już w liceum zaliczyłem pierwsze uderzenie pałą milicyjną. To było w marcu 68 roku. Pierwsze aresztowanie miało miejsce w grudniu 71 roku. Potem była konspiracja – taka jeszcze szczeniacka, szkolna. Decydujący o wszystkim był chyba moment, kiedy zdecydowałem się w 76 roku wrócić do Polski z jedynego przez lata mojego wyjazdu na zachód. Pracowałem ciężko w Austrii, żeby zarobić pieniądze na mieszkanie, bo chcieliśmy się pobrać. Wróciłem w 76 roku na wiadomość, że się zawiązał Komitet Obrony Robotników. To było przekroczenie Rubikonu, już jawne działanie w opozycji. Dalsze kroki – zaangażowanie w Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, a potem w Solidarność – stanowiły konsekwencje tego czynu.

AR: Czy widzi Pan jakieś analogie pomiędzy działaniami władzy za PRL-u, a działaniami naszej władzy obecnej? Często możemy się spotkać z takimi porównaniami. Wielu sympatyków KOD-u zaczęło działać w tym ruchu, bo jak mówią, poczuli znów oddech PRL-u na swoich plecach.
BK: Trzeba uważać z takimi porównaniami, bo mogą być bardzo krzywdzące, ale niewątpliwie wolność, demokracja, suwerenność nigdy nie są dane raz na zawsze. Uważam, że każde pokolenie, także i wasze, które być może będzie kiedyś nazwane pokoleniem KOD-u, musi na nowo definiować swoje zadania w odniesieniu do tych najważniejszych kwestii. Niewątpliwie demokracja wymaga ciągłego kontrolowania władzy, a w tym przypadku konkretnym wymaga ciągłego kontrowania władzy. W moim przekonaniu obecna władza zagraża polskiej demokracji, tak jak myśmy ją rozumieli o nią walcząc.

AR: A jak ją rozumieliście?
BK: Rozumieliśmy demokrację jako model ustroju świata zachodniego, w którym bardzo ważną rolę odgrywają prawa człowieka i obywatela, no bo przecież żyliśmy w demokracji, ale ludowej i z tego powodu cierpieliśmy. Pragnęliśmy normalności. A ta normalność to także wolny rynek, no i przede wszystkim – bezpieczeństwo naszego państwa, naszego narodu.

AR: Jak Pan postrzega reinterpretacje naszej historii najnowszej dokonywaną przez obecną władzę, patrząc również przez pryzmat własnej historii?
BK: Uważam, że jest to nadużycie. Obecna władza nie ma mandatu moralnego do wyrokowania, kto jest polskim patriotą, a kto nie jest. Myślę, że to już wyjdzie przy okazji Święta Niepodległości, bo ostatecznie to wśród politycznych kamratów pana prezesa Kaczyńskiego jest sędzia Kryże, który mnie i innych działaczy antykomunistycznej opozycji, skazywał na więzienie za organizowanie manifestacji 11 listopada przed Grobem Nieznanego Żołnierza w 79 roku. Gdybym miał być złośliwy i interpretować wedle siebie tę historię, to nawiązując do słynnej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego w Stoczni Gdańskiej, w której zarzucał ówczesnej ekipie PO, że stoi tam, gdzie stało ZOMO, to ja bym powiedział: My stoimy tam, gdzie staliśmy od 76 roku – przed Grobem Nieznanego Żołnierza, a to pan panie prezesie stoi tam, gdzie sędzia Kryże.
Ta reinterpretacja historii to jest też świadome ograniczenie w imię swojego interesu partyjnego, szansy na przeżywanie narodowej historii jako siły, która buduje wspólnotę. Wspólnotę opartą o historię można budować tylko wtedy, jeżeli się szanuje odrębne sposoby wyrażania patriotyzmu, jeśli się szanuje odrębne drogi służenia Polsce przez ludzi różnych, a nie tylko takich samych, jak konkretne środowisko polityczne. To jest groźne i temu też opozycja powinna się przeciwstawiać, ale nie własną interpretacją historii, tylko mocnym przeżywaniem historii wedle swoich emocji. Mamy do czynienia z nieuczciwym i nieuzasadnionym dążeniem PiS do całkowitego monopolu na polski patriotyzm. Byłoby rzeczą fatalną gdybyśmy to pole oddali.

AR: KOD niewątpliwie na to nigdy się nie zgodzi. A skoro już dotarliśmy do naszego ruchu, to proszę powiedzieć, jak Pan widzi nasz ruch? Kim my według Pana jesteśmy?
BK: Mam nadzieję, że jesteście i będziecie ruchem obywateli zatroskanych, ale i aktywnych w obronie tego, co udało się uzyskać, czy odzyskać przez 25 lat polskiej wolności. Nie bezkrytycznym w stosunku do tych 25 lat, ale świadomym osiągnięć, które są osiągnięciami wspólnymi. Życzę KOD-owi, aby pozostał ruchem obywatelskim, bo jeśli stanie się partią, a takie pokusy pewnie są, bo zawsze tak jest, to stanie się konkurencją partii politycznych i też sam stanie się jednym z elementów podziału. Partie dzielą – tak są pomyślane, a chciałbym, żeby KOD łączył. Był tym elementem budującym wspólnotę przynajmniej po stronie dzisiejszej opozycji demokratycznej. W nawiązaniu do historii, o której rozmawialiśmy wcześniej, ja widzę w tym obszarze pewną paralelę historyczną. Sam byłem członkiem opozycji demokratycznej i dzisiaj też jest opozycja prodemokratyczna w naszym kraju, do której zaliczam i Platformę Obywatelską i Nowoczesną i PSL jako partie parlamentarne, lewicę pozaparlamentarną, ale również zaliczam wielki ruch obywatelski jakim jest KOD.

AR: Jakie przesłanie ma Pan dla naszego ruchu?

BK: Myślę, że to co jest najważniejsze dla nas wszystkich: Ducha nie traćcie!
AR: Nie stracimy. Bardzo dziękuję Panie Prezydencie.


Wywiad autoryzowany.

Zdjęcia: Krzysztof Wojtecki.

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT